Slynne Zmagania: Itzhak Perlmam



"Czasami rola artysty polega na tym by sprawdzic
ile muzyki da sie wydobyc z tego co nam pozostalo".

Kiedy slynny skrzypek Itzhak Perlman rozpoczynal koncert w Lincoln Center, nie zanosilo sie na nic nadzwyczajnego. Perlman jako dziecko przeszedl przez chorobe Heine-Medina, wciaz chodzi o kulach i z wysilkiem porusza sie po scenie\, ale widownie swiata sa juz do tego przyzwyczajon. Sluchacze z cierpliwoscia czekaja az dojdzie do swego krzesla. Robi to wolno, z wielkim majestatem. Widac, ze pokonujac bol. Dla widowni jest to juz rodzaj rytualu: to milczace czekanie az Perlman dojdzie do swojego krzesla, odepnie kule, schyli sie siegajac po skrzypce, ulozy je sobie wygodnie pod broda by wreszcie skinac dajac znak dyrygentowi, ze jest gotowy.

Tym razem kiedy Perlman odbyl ten swoj bolesny marsz przez scene i usiadl by grac, zaraz po pierwszych kilku taktach pekla struna w jego skrzypcach.

Orkiestra umilkla i zapanowalo milczenie. Wszyscy oczekiwali ze Perlman da komus jakis znak. Nikt sie nie spodziewal, ze teraz znow sam ruszy powoli za kulisy po zapasowy instrument albo po nowa strune....

Ale Perlman tylko przymknal oczy i po chwili zastanowienia dal znak dyrygentowi. Orkiestra zaczela grac i Perlman kontynuowal swoje solo od tego samego miejsca, w ktorym przerwal.

Prawie kazdy wie, ze nie da sie grac skrzypcowego w koncercie symfonicznym tylko na trzech strunach. Wszyscy to wiedzieli tamtego wieczoru w Lincoln Center. Jednak sam Itzhak Perlman postanowil, ze o tym nie wie. Gral z taka sila i pasja, z taka czystoscia dzwieku jaka sie rzadko slyszy. Mozna bylo widziec po jego twarzy jak adaptuje i przerabia caly utwor wydobywajac ze swoich skrzypiec dzwieki, ktorych nigdy przedtem nie wydaly...

Kiedy wreszcie skonczyl, na sali zapanowala przez chwile cisza. Niesamowita cisza. A zaraz potem widownia wybuchnela owacja. Ludzie klaskali, krzyczeli i gwizdali w uniesieniu.

Perlman tylko siedzial i sie usmiechal. Wreszcie otarl pot z czola, skinal smyczkiem proszac o cisze i powiedzial:

"Czasami rola artysty polega na tym by sprawdzic ile muzyki da sie wydobyc z tego co nam pozostalo".

Ach, jakaz to wielka madrosc zyciowa - prawda?

Chyba takze nasza rola na tym swiecie takze polega na tworzeniu przy uzyciu tego co mamy. A kiedy juz *tego* nie mamy, trzeba nam tworzyc z tego co pozostalo...