Magdalena Nawrocka



O Potrzebie Sukcesu

Magdalena Nawrocka
"Nie ma sukcesu bez wiary w sukces."

Poniewaz jestesmy tu wlasciwie przy prezentacji, ktora zawsze dobrze jest zaczac od zaprezentowania wlasnych osiagniec, postanawiam wiec pojsc na skroty i zaprezentowac sie Wam od razu jako kobieta sukcesu i to sukcesu permanentnego. A moj sukces jest tez nie byle jaki.

Od czasu kiedy zdobylam po desperackiej batalii francuskie prawo jazdy, czuje sie nieprawdopodobnie dumna z siebie i prawdziwie wyzwolona za kazdym razem, gdy uda mi sie w codziennej drodze do pracy szczesliwie i bezkolizyjnie wlaczyc do szalenczego autostradowego ruchu. Juz motorowery prujace z predkoscia 30 km na godzine przyprawiaja mnie o gesia skorke, a co dopiero mowic ogromne, przegubowe ciezarowki napierajace zewszad ze zrozumiala uciecha znudzonych kierowcow bawiacych sie swietnie widokiem sparalizowanej strachem bonne femme z prowokujacym zielonym listkiem na tylnej szybie. Dobrze mowie, za kazdym razem jest to dla mnie wyczyn nie lada. Salto mortale, co najmniej Mont Blanc i troche kamikadze. Tylko ja sama wiem, ile mnie to kosztuje. Upieram sie wiec, ze jest to moj niezaprzeczalny i wielokrotny sukces.

Podziwiamy odwage zolnierza, zwyciestwo alpinisty, pelna wyrzeczen asceze mnicha. Konstatujemy zachowania z pozoru bezuzyteczne, zapalczywosc, namietnosc graniczace z ekstrema. Podziwiamy takich ludzi, ale najczesciej nie potrafimy zrozumiec ich calkowitego zapamietania sie w dazeniu do celu. Porownujac sie z ludzmi sukcesu, czujemy sie bezradnie niezdolni ni do heroizmu, ni do zadnej prawdziwie zdeterminowanej postawy. W takim porownaniu wypadamy blado, kulimy uszy po sobie, stwierdzajac ze zniecheceniem - sukces nie dla mnie.

A nie jest to prawda, bo walka z przeszkodami, pokonywanie pojawiajacych sie trudnosci uwienczonych powodzeniem lub jego brakiem towarzyszy nam przeciez od zawsze. Juz nawet bardzo male dziecko musi zaakceptowac, przeskoczyc pewien prog. frustracji, aby moc postapic w rozwoju. Ta frustracja staje sie alarmem, dopingiem do dzialania majacym na celu zaspokojenie manifestujacych sie potrzeb.

Na szczescie dla nas, poza potrzebami fizjologicznymi, odczuwamy rowniez potrzeby psychoafektywne, zwane wtornymi, lecz dla naszej psyche pierwszorzednej wagi. Mamy potrzebe bezpieczenstwa, milosci, poczucia wlasnej wartosci. I wlasnie ta ostatnia sprawia, ze odnajdujemy w sobie pragnienie i sile do pasowania sie z przeciwnosciami. By potwierdzic wlasna wartosc, przymierzamy sie do coraz to trudniejszych zadan.

Juz samo zycie wysuwa przed nami problemy, zmusza do wysilku, pokonywania przeszkod. Ale nam jakby tego malo. Sami sobie stawiamy ostre wymagania, planujemy ambitne dazenia - podnosimy poprzeczke. Czujemy w sobie jakas niewytlumaczalna potrzebe przewyzszenia sie, wyjscia poza nakreslone juz mozliwosci, przelamania limitow, przekroczenia bariery zaliczonych osiagniec. Nie czujemy sie dobrze zbyt dlugo siedzac na przyslowiowych laurach. Lawa gotowosci do nastepnych i nastepnych wysilkow w nas bulgocze. Nieraz biora sie z tego wulkaniczne wybuchy, niekiedy jedynie maly smrodek, ale w sumie nie to jest wazne.

Wazna jest wlasnie ta gotowosc, dazenie do celu i proba wlasnych sil. Stawiamy sobie idealy, przymierzamy sie do ponadczasowych wartosci, szukamy humanistycznych prawd. Sa one dla nas prowokacja, wyzwaniem i jednoczesnie silnym magnesem. Idealy nas przerastaja, wydaja sie niedosiezne, lecz kuszace. Jezeli nie mozemy ich osiagnac, wzbiera w nas juz tylko pragnienie, by sie choc do nich zblizyc. I jest to wazne, by isc za tym glosem.

Tylko dzieki temu mozemy wyjsc z zamknietego egocentrycznego swiatka, waskiego indywidualizmu. W dazeniu do idealow, w tym przeskakiwaniu samego siebie stajemy na drodze szeroko pojetej samorealizacji: ideologicznej, kulturowej, duchowej. Nasze zycie nabiera rozmachu, fantazji i to jest piekne. Bardziej lubimy szalenca porywajacego sie z motyka na slonce niz ostroznie pelzajacego ludzkiego gada.

A sukces w tym wszystkim, nasza satysfakcja? Moje powodzenie jest na miare mojego wysilku. To odczucie czysto subiektywne, nic wiecej. Samocena jest jedynym rzetelnym kryterium naszych osiagniec, chociaz czesto zmuszani jestesmy do liczenia sie z druzgocaca krytyka lub litosciwa pochwala naszych poczynan przez innych. Pochwalilam sie na wstepie moimi codziennymi automobilowymi sukcesami i musicie je uznac lub je zlekcewazyc. Nie zmieni to jednak w niczym mojej satysfakcji, checi chelpienia sie i poczucia dumy. Biorac pod uwage zakres postawionych sobie wymagan, stopien trudnosci przy ich realizacji, tylko ja sama moge mowic o powodzeniu lub porazce. Jakie aspiracje, taki sukces.

I jeszcze moze tylko o potrzebie powodzenia, sukcesu. Bez niego ciezko by bylo. Nikt nie zazdrosci Syzyfowi jego syzyfowej pracy. Beznadziejne takie turlanie kamieni pod gore bez efektu i konca. Kamien choc ciezki, z mozolem przepychany musi kiedys wreszcie zostac na szczycie, budowac opoke. Tylko to nas zacheci do dalszego wysilku. Sprawdzimy sie, uwierzymy w siebie, nabierzemy przekonania o wlasnej wartosci. A to juz wiecej nawet niz. polowa sukcesu, prawie gotowy sukces. Tylko sprezyc sie, by po niego siegnac. A warto.

Magdalena Nawrocka uwaza, ze nie ma nic piekniejszego i bardziej budujacego od ludzkiej przyjazni. Jest z zawodu pedagogiem a z zamilowania pisarka - jest autorka dwoch ksiazek ("Po drugiej stronie teczy" i "Krzywe Zwierciadlo").

Mozesz sie z nia skontaktowac przez e-mail Magdalena.Nawrocka@ibm.net - odwiedz tez jej strony by zapoznac sie z jej felietonami: http://www.geocities.com/Paris/9627